Niemożliwe staje się możliwe!!! To wszystko jakieś czary!

Muszę!!! Muszę, bo się uduszę :)))

Byłam zmuszona pójść na zakupy, takie ciuchowe. Ja jestem z tych, które nie lubią zakupów, żadnych zakupów. Jak mam ochotę wyjść z domu, albo się odstresować i pogadać, to idę na spacer, na basen, albo na kawkę do cioteczki Julki. Nie kolekcjonuję butów, ani torebek.

Mamy za niedługi czas rodzinną imprezę, no i jestem zmuszona przyodziać na siebie coś co odpowiada obecnym trendom mody, no i mojemu rozmiarowi. Miałam zamówić coś przez internet, ale jakoś tak mi się nie złożyło.

Przyzwyczajona, do wiecznego towarzystwa płci przeciwnej w moim życiu, wzięłam sobie pierworodnego ze sobą, żeby miał mi kto torebkę trzymać jak będę siedziała w przymierzalni.

Młody chętnie wyrwie się z domu, po zakończonych zdalnych lekcjach.

Nie planujemy długiego łażenia, tylko kilka małych sklepów. Zaczęliśmy od niedużego młodzieżowego sklepu, no bo przecież ja jeszcze młode mięcho jestem, więc nie pójdę do eleganckiego sklepu dla Pań. Młodemu wpadła jedna bluza w oko, potem druga, potem koszulka….. no bo w końcu naprawdę dobrej przecenie, więc obkupiliśmy go konkretnie, ale warto było. Po drodze kolejny dziecięcy sklep w którym kupiliśmy coś dla średniaka i malucha. Przyda im się kilka fajnych rzeczy, bo oni ciągle rosną, więc co chwila coś trzeba kupić.

Na końcu alejki znaleźliśmy fajny babski sklep. Młody mówi, mamo tam coś dla ciebie. No więc poszliśmy. Od dłuższego czasu marzą mi się czarne skórkowe spodnie, ale zawsze pojawiał się problem rozmiaru, najzwyczajniej nie było tak dużego rozmiaru, a jak już był, to ja wylewałam się z niego jak świeżutki falujący baleron przed wędzeniem. Młody rzucił okiem i pokazał mi spodnie, pytając czy o takich mówiłam mu przed wyjazdem. Trafił w sedno, bo takich właśnie szukałam.

Szukając rozmiaru, podeszła do nas pani i zapytała grzecznie, czy może w czymś pomóc. Poprosiłam o rozmiar XL, może teraz L. A ona do mnie, że nieeee… to nasza polska rozmiarówka, więc na mnie to będzie M. Parsknęłam na nią śmiechem jak jakaś szkapa i mówię, proszę panią ja M-ki to od 20 lat na dupie nie miałam. No i pani się ciut zawstydziła i podała mi proszoną L-kę i powiedziała, że mniejszych już niestety nie ma. Ucieszyło mnie to, bo byłam pewna, że w L-kę uda mi się wcisnąć. Podała spodnie i zaprosiła do przymierzalni, po drodze zaproponowała fajny fason brązowo beżowych spodni ze skórki, podała moją L-kę i tak na wszelki wypadek M-eczkę.

Wpadłam do przymierzalni i zaczęłam od czarnych L. Założyłam moje wymarzone spodnie, zasunęłam suwak, puściłam pas i spodnie zsunęły się do połowy pośladka, pięknie wisząc z tyłu jak worek ziemniaków. Pomyślałam, że te spodnie to jakaś pomyłka, co za rozmiarówka i takie tam…. Wzięłam drugą parę spodni, ale już innej firmy, również w rozmiarze L i sytuacja się powtórzyła.

Przez myśl mi przeszło, czy to oby nie sklep dla puszystych i stąd te rozmiary, no ale przecież młody by mi tego nie zrobił. Popatrzyłam, na ostatnią parę “na wszelki wypadek” i wcisnęłam na moje szanowne cztery litery i ku mojemu zaskoczeniu pasują, jak ulał! Obejrzałam, obróciłam się…. Kuźwa! Ale mam w nich tyłek!!!

Ale jazda! Za chwilę, zdjęłam z tyłka, ubrałam dżinsy i wyszłam lekko speszona z przymierzalni. Pani na to: No i jak ta Emeczka? Pasuje? Pokiwałam głową z uśmiechem i podeszłam do młodego, który dziwnie patrzy na mnie i pyta czy wszystko ok, bo trochę dziwnie wyglądam.

Miła pani zaproponowała mi jeszcze dobranie bluzki, wtedy dostaniemy rabacik 20% na drugą rzecz, więc skorzystałam bo i tak chciałam kupić komplet na zbliżającą się imprezę. Znów padło pytanie jaki mam rozmiar góry?

Speszona, lekko rozsunęłam kurtkę i powiedziałam: Taki. Pani rzuciła okiem i proponuje po raz kolejny Emeczkę, bo mam fajny biust, więc Eseczka może się ciut ciągnąć, ale da tak na wszelki wypadek. Pomruczałam pod nosem, jaka eseczka? Kobieto, na ostatnią imprezę kupiłam sukienkę 4XL, a ona mi Eseczki proponuje. No ale co miałam powiedzieć, po ostatniej akcji ze spodniami? Wzięłam bluzki pod pachę i poszłam mierzyć. Z niedowierzaniem wzięłam Eseczkę w rękę i spróbowałam nałożyć.

Oczy mi zbielały, kiedy udało mi się ją założyć na grzbiet! Co prawda rzeczywiście na biuście była ciut opięta, ale weszła mi na biust. Pełna entuzjazmu wzięłam w rękę moje Emeczki i przymierzyłam wszystkie po kolei. Wszystkie na mnie pasowały! Ale jazz, takich rzeczy nie widziały moje oczy od ponad 15 lat mojego życia. Wybrałam najbardziej pasujący fason i z radością oznajmiłam pani, że M-eczka pasuje i biorę 🙂

Dziękuję samej sobie, że nie kupiłam nic przez internet, bo pewnie wzięłabym sobie rozm XL tak na wszelki wypadek i wyglądałabym jak w worku na kartofle.

Jestem z siebie tak mega dumna, że najchętniej to wypiasłabym sobie na czole napis: NOSZĘ EMECZKĘ!

Bardzo się cieszę, że jestem młodą szczupłą i zdrową kobietą. Jestem bardziej pewna siebie i czuję, że mocniej stąpam po ziemi. Tak bardzo jestem szczęśliwa, że trafiłam na moją M. która pomogła mi w życiu tak bardzo, że ani ona nie zdaje sobie z tego sprawy, ani ja nie jestem w stanie jej tego opowiedzieć!!! :)))

Dziękuję kochana!!! :))) Jeszcze nie raz ci to pewnie wytknę :)))

Dziś, nie wstawię wam zdjęcia tego kompletu, bo muszę zrobić efekt WOW na nadchodzącej imprezie, ale pokaże wam jak aktualnie wyglądam w rozmiarze M :)))

A Ty, jaki chcesz mieć rozmiar?

Buziole :*

Niemożliwe staje się możliwe!!! To wszystko jakieś czary!

Related Articles

Responses

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  1. Ola ale się super czytało…trzymasz w napięciu 🙂 Fajne piszesz o eseczkach i emaczkach 🙂 Bardzo się cieszę, że i Ty odnalazłaś siebie i jesteś zadowolona z tej Emeczki 🙂
    Dziekuję za ten wpis, buziaki